Co było impulsem do stworzenia własnej marki?
Impulsem była potrzeba stworzenia rzeczy pięknych i prawdziwych. Chciałam otaczać się produktami, które mają sens — dopracowanymi, jakościowymi, tworzonymi z uważnością. Równolegle szukałam ujścia dla swojej kreatywnej energii: zapach okazał się językiem, w którym potrafię opowiadać najpełniej. Tak powstała FRIGA. Z miłości do olfaktorycznych podróży — tych dalekich i tych zupełnie codziennych — narodziła się chęć dzielenia się dobrem: nastrojem, spokojem, chwilą zatrzymania. Marka FRIGA stała się przestrzenią, w której wysoka jakość spotyka się z emocją, a zapach nie jest dodatkiem, lecz doświadczeniem.
Jak długo trwały poszukiwania idealnej nazwy i dlaczego właśnie ta została wybrana?
Poszukiwania nie trwały długo — bo kierunek był od początku bardzo klarowny. Wiedziałam, że marka ma być ucieleśnieniem opiekuńczości, kobiecej energii i spokoju, który daje poczucie bycia „zaopiekowaną". Szukałam nazwy, która niesie w sobie ciepło, miękkość i siłę jednocześnie — bez dosłowności, bez nadmiaru. FRIGA przyszła do mnie dość szybko i od razu poczułam, że to jest to. Brzmiała naturalnie, szlachetnie i intuicyjnie pasowała do świata zapachów, który chciałam stworzyć. To imię niesie w sobie archetyp kobiety opiekuńczej, świadomej, zakorzenionej w emocjach i rytuałach codzienności — dokładnie taki charakter ma marka.
Co wyróżnia produkty FRIGA na tle innych dostępnych na rynku?
FRIGA wyróżnia się podejściem — nie tylko produktem. To marka, która zwalnia tempo i zaprasza do uważności. Każdy zapach powstaje jako opowieść: o nastroju, porze dnia, materiale, emocji. Nie tworzymy „ładnych aromatów", lecz olfaktoryczne doświadczenia, które mają towarzyszyć codziennym rytuałom. Nasze produkty są tworzone ręcznie, w krótkich seriach, z naciskiem na jakość surowców i dopracowaną kompozycję zapachową. Roślinny wosk rzepakowy, szlachetne akordy zapachowe i świadome projektowanie sprawiają, że zapach rozwija się powoli, miękko i naturalnie — bez nadmiaru, bez przytłoczenia. FRIGA to zapachy z charakterem, ale bez nachalności. Dla osób, które szukają nie efektu „wow", lecz poczucia spójności — z wnętrzem, z nastrojem, z samą sobą.
Czy łatwo było odnaleźć się na rodzimym rynku z autorską marką?
Nie — i właśnie w tym tkwiło najwięcej wartości. Polski rynek jest dziś bardzo świadomy i coraz bardziej wymagający. Od początku wiedziałam, że autorska marka zapachowa nie znajdzie się „od razu" — trzeba dać jej czas, konsekwentnie budować narrację i zaufanie. Największym wyzwaniem było pozostanie wierną własnej wrażliwości w świecie, który często premiuje tempo i masowość. FRIGA rozwijała się więc organicznie: przez rozmowy, powroty klientów, polecenia i doświadczenie zapachu na żywo. To była droga wolniejsza, ale prawdziwa. Dziś wiem, że to właśnie autorskość, lokalność i uważność — początkowo niszowe — stały się największą siłą marki na rodzimym rynku.
Czy pamiętasz pierwszego klienta lub pierwsze zamówienie? Jakie to było uczucie?
Nie pamiętam jednego, konkretnego pierwszego zamówienia — i to mówi o tym początku bardzo dużo. FRIGA nie wystartowała od wielkiej premiery, lecz od bliskiego kręgu: przyjaciół, znajomych, rozmów przy stole, zapachów przekazywanych z ręki do ręki. To były małe gesty, zaufanie i ciekawość — bardziej relacja niż transakcja. Pamiętam natomiast uczucie: ogromną wdzięczność i lekkie niedowierzanie, że ktoś chce zaprosić do swojego domu coś, co powstało z mojej wrażliwości. To było ciche „tak" od świata — bardzo wzmacniające i poruszające.
Co daje Ci największą satysfakcję w codziennym prowadzeniu marki?
Największą satysfakcję daje mi poczucie sensu w drobnych rzeczach. To momenty, w których zapach trafia dokładnie tam, gdzie miał trafić: do czyjegoś domu, nastroju, chwili zatrzymania. Wiadomości od klientek, które piszą, że świeca stała się ich wieczornym rytuałem albo cichym towarzyszem trudniejszego dnia, mają dla mnie ogromną wartość. Satysfakcję daje mi też sam proces tworzenia — praca z materią, zapachem, światłem, opakowaniem. To codzienne balansowanie między rzemiosłem a intuicją, między estetyką a emocją. FRIGA pozwala mi łączyć to, co twórcze, z tym, co uważne — i mieć realny wpływ na jakość czyjejś codzienności. To jest największa nagroda.
Czy zdarzyło Ci się stworzyć coś zupełnie „przypadkiem", a okazało się hitem?
Tak — i właśnie tak powstała ESSA ;) To zapach stworzony zupełnie intuicyjnie, bez planu na „hit". Z potrzeby luzu i eksperymentu, z ciekawości połączeń. Drzewo sandałowe spotkało się tu z maliną — ciepłe, kremowe, zmysłowe nuty zderzyły się z soczystą, lekko figlarną świeżością. ESSA okazała się zapachem, który ludzie czują natychmiast. Naturalnym, bezpretensjonalnym, radosnym. I chyba właśnie dlatego została z nami na dłużej — bo powstała z czystej intuicji, a nie z kalkulacji.
Co najbardziej inspiruje Cię do działania?
Zawsze zapach jest pierwszy. Najmocniej inspiruje mnie pamięć olfaktoryczna — ten moment, w którym aromat natychmiast przenosi w konkretne miejsce, czas albo emocję. Zapach ma zdolność omijania logiki i trafiania wprost w pamięć i ciało. Dopiero potem pojawiają się obrazy: ludzie, miejsca, nastroje. Faktury, kolory, natura — one wszystkie budują oprawę dla zapachu, ale to on nadaje kierunek. W FRIGA zapach nie jest dodatkiem — jest początkiem każdej historii.
Po jakie tworzywa, surowce lub narzędzia sięgasz najczęściej w swojej pracy?
W swojej pracy sięgam po sprawdzone, certyfikowane oleje zapachowe oraz roślinny wosk rzepakowy. To one stanowią bazę jakości i bezpieczeństwa produktów. Dużą wagę przywiązuję do materii: pracuję z betonem, polskim szkłem oraz ceramiką, którą tworzę własnoręcznie. Lubię surowce, które mają fakturę, ciężar i naturalną niedoskonałość — bo dobrze współgrają z zapachem i codziennym rytuałem. Materiały w FRIGA nie są tłem. Są integralną częścią doświadczenia — tak samo ważną jak zapach, ale nigdy ważniejszą od niego.
Jak wygląda Twój proces twórczy — bardziej improwizacja czy plan?
To proces oparty na intuicji, ale osadzony w uważności. Zawsze zaczynam od zapachu i pamięci olfaktorycznej — od wrażeń, które domagają się przełożenia na formę. Ten etap jest bardzo intuicyjny, bliski improwizacji. Gdy kierunek jest już wyczuwalny, pojawia się struktura: testy, czas, obserwowanie, jak zapach zachowuje się w materii i przestrzeni. To moment porządkowania, wyciszania nadmiaru, dopracowywania detali. FRIGA nie powstaje ani z chaosu, ani z tabelki. To dialog między intuicją a spokojnym, rzemieślniczym procesem — improwizacja z uważnym domknięciem.
Z jakiego projektu jesteś najbardziej dumna i dlaczego?
Najbardziej dumna jestem z konsekwencji. Z tego, że FRIGA od początku do dziś pozostaje spójna — w estetyce, w jakości, w sposobie opowiadania o zapachu. Bez gwałtownych zwrotów, bez pogoni za chwilowymi trendami. To nie jeden projekt daje mi największą satysfakcję, lecz fakt, że marka nadal się podoba i znajduje swoich odbiorców. Że ludzie do niej wracają, rozpoznają ją po nastroju i charakterze. FRIGA jest projektem długiego trwania — i właśnie z tego jestem najbardziej dumna.
Gdybyś miała wskazać flagowy produkt marki FRIGA — który by to był?
Jeśli miałabym wskazać flagowy produkt FRIGA, byłaby to świeca zapachowa jako taka — w swojej najbardziej esencjonalnej formie. To właśnie w świecy najlepiej wybrzmiewa to, co dla marki najważniejsze: zapach, rytuał i obecność. Roślinny wosk rzepakowy, spokojne światło, zapach, który rozwija się powoli i zostaje w pamięci. FRIGA nie opiera się na jednym „krzykliwym" produkcie. Jej siłą jest powtarzalność doświadczenia — poczucie, że niezależnie od zapachu, zawsze dostajesz ten sam poziom jakości, nastroju i uważności.
Dla kogo tworzysz swoje produkty?
Tworzę dla osób, które są uważne na siebie i swoją codzienność. Dla tych, którzy traktują zapach nie jako dekorację, ale jako część rytuału — sposób na zatrzymanie się, domknięcie dnia, stworzenie nastroju. FRIGA trafia najczęściej do kobiet, które cenią jakość, prostotę i spokój. Do osób wrażliwych na detale, naturalne materiały i zapachy, które nie dominują, lecz towarzyszą. To produkty dla tych, którzy wybierają mniej, ale lepiej — i chcą, by rzeczy, którymi się otaczają, miały znaczenie.
Czy tworzysz spersonalizowane projekty? Jakie? Na czym polega personalizacja?
Tak, tworzę spersonalizowane projekty — zawsze w ramach estetyki i filozofii FRIGA. Najczęściej są to świece przygotowywane na specjalne okazje: prezenty prywatne, wydarzenia, współprace lub zamówienia dla marek i firm. Personalizacja polega przede wszystkim na doborze zapachu, który pasuje do osoby, miejsca lub idei, a także na dopasowaniu detali: etykiety, opakowania, krótkiej dedykacji. Nie tworzę wszystkiego „od zera" — ważniejsze jest dla mnie subtelne dopasowanie i spójność niż efektowność. Każdy projekt pozostaje w świecie FRIGA — personalizacja nie zmienia charakteru marki, lecz pozwala opowiedzieć ją czyimś językiem.
Czy masz twórcze dziwactwa, z których się śmiejesz?
Tak — kilka, i nauczyłam się je lubić. Potrafię bardzo długo wracać do jednego zapachu, wąchać go o różnych porach dnia i sprawdzać w różnych nastrojach. Zdarza mi się zapalać tę samą świecę tylko na chwilę — „żeby sprawdzić", choć dobrze wiem, jak pachnie. Czasem zapisuję pojedyncze słowa albo zdania, które nie mają jeszcze sensu, ale wiem, że kiedyś do niego wrócą. Śmieję się z tego, bo to mój sposób na porządkowanie intuicji. To małe rytuały, które trzymają mnie blisko procesu — i bez których FRIGA nie byłaby sobą.
Jaką emocję najczęściej próbujesz „przemycić" do swoich projektów?
Najczęściej jest to spokój — ale rozumiany głębiej niż tylko relaks. To poczucie bycia na swoim miejscu, domknięcia dnia. W zapachach FRIGA staram się przemycać też bezpieczeństwo i ukojenie — takie ciche „nic nie musisz", które pojawia się wtedy, gdy świat na chwilę zwalnia. To nie jest ucieczka od rzeczywistości, raczej sposób, by być w niej bardziej obecnym.
Jak reagujesz na ciszę — inspiruje Cię czy męczy?
Cisza mnie inspiruje — ale nie zawsze od razu. Na początku potrafi być niewygodna, domaga się uwagi i konfrontuje z myślami. Ale kiedy zostanie, zaczyna porządkować. W ciszy najlepiej słyszę zapach, intuicję i to, co naprawdę chce się wydarzyć. To właśnie w takich momentach rodzą się najspokojniejsze decyzje i najczystsze projekty. Cisza w FRIGA nie jest pustką — jest przestrzenią.
Czy masz rytuał na „gorszy dzień w pracowni"?
Tak — wracam do podstaw i do postawy „nic na siłę". Zapalam świecę, robię herbatę, porządkuję przestrzeń. Zamiast robić więcej, robię mniej — albo po prostu robię to, co konieczne. Nie próbuję wyciągać z siebie pomysłów ani przyspieszać procesu. Daję sobie zgodę na zatrzymanie i na to, że nie każdy dzień musi być twórczy. To podejście działa długofalowo — chroni energię i pozwala wrócić do pracy wtedy, kiedy naprawdę jest na to przestrzeń.
Co zmieniło się w Tobie od czasu, gdy zaczynałaś swoją przygodę z marką?
Przede wszystkim zmieniło się moje nastawienie do samej siebie. Praca twórcza od początku była dla mnie formą arteterapii — sposobem na oswajanie emocji i codzienne uczenie się siebie. Z czasem ten proces stał się spokojniejszy i bardziej świadomy. Mentalnie jestem dziś w zupełnie innym miejscu niż na początku FRIGI. Jest mniej napięcia, więcej zaufania — do procesu i do własnych wyborów. Najważniejsze jest poczucie, że nie muszę niczego nikomu udowadniać. Bardzo lubię ten stan, bo właśnie z niego rodzą się najbardziej autentyczne rzeczy.
Jakie masz plany lub marzenia związane z rozwojem marki FRIGA?
Nie mam jednego wielkiego planu — raczej uważny proces ciągłego ulepszania. FRIGA rozwija się krok po kroku: w jakości, w detalach, w spójności. Lubię myśleć o marce jako o czymś żywym — co dojrzewa, zmienia się i doprecyzowuje wraz ze mną. Zamiast gwałtownych ekspansji wybieram pogłębianie: lepsze materiały, spokojniejsze decyzje, jeszcze większą dbałość o doświadczenie. Moim największym marzeniem jest to, by FRIGA nadal się podobała — i pozostawała autentyczna.
Jaką myśl, radę lub słowo otuchy przekazałabyś sobie z czasów, gdy wszystko dopiero się zaczynało?
Powiedziałabym sobie: wyluzuj. Nie wszystko musi być od razu jasne i domknięte. Ciesz się momentem, ucz się w trakcie i zaufaj procesowi twórczemu — on naprawdę wie, dokąd prowadzi. Dziś wiem, że najwięcej dobrego wydarza się wtedy, gdy przestajemy się spieszyć i porównywać. Radość z tworzenia jest równie ważna jak efekt końcowy.